Roman Ratayczyk 1953 – 2010

Ś.p. Roman Ratayczyk
Share

 

„”Ostatnie pożegnanie” – Marta Jakobsze 

Odchodzę od Was 
moi mili

Nie czekam
dłużej ani chwili

Nie czekam na
brawa, oklaski

Niedługo 
przysypią mnie piaski

Chcę, abyście 
mnie pamiętali

I nadal mnie
kochali

Swe szczęście odszukali 

Ogrom miłości 
zaznali

Choć mnie 
przysypią ziemie

Miłości nie 
pogrzebię

Miłość zostawię 
z wami

Abyście się 
kochali

Choć ja w 
ciemności ruszam

Zostanie moja 
dusza

W myślach 
waszych zostanę

I kochać was nie 
przestanę

Świat ziemski 
mój dobiegł końca

Przede mną droga 
lśniąca

Droga ta powrotu 
nie ma

Bo jest to droga 
zapomnienia

Ostatnie pożegnanie…
Anna  Andrejczuk

Niniejsza mowa będzie zawierała odczucia moje, jak i wielu z nas i 
zarazem podziękowanie za wszystko co dla nas trenerze zrobiłeś.

Nie byłeś idealny, a to co teraz zostało po Tobie, to nie popiół, to nie trup, to osłona, 
ciało poprzez które uzewnętrzniał się człowiek- dla każdego z nas inny…

Może byłeś przez nas kimś kochanym- po trosze albo nieskończenie – a może zaledwie Cię znaliśmy. 
Ze wszystkim swoimi zaletami i ułomnościami, lepszy czy też gorszy
przedstawiciel rodzaju ludzkiego. Zawsze nas napominał i zawsze nam uświadamiał
nasze powołanie, abyśmy się wznosili i dążyli na wyżyny człowieczeństwa,
potykając się i na nowo podnosząc, byśmy jednak się wspinali.

Dziś chcemy Ci podziękować za wszystko, co dla nas robiłeś. Za to, że ukształtowałeś w nas takich ludzi 
jakimi jesteśmy, bo Twoja zasługa trenerze w tym wielka. Każdy z nas trafił pod
Twoje skrzydła z różnych środowisk, a Ty
jako jedyny nikogo nigdy nie rozróżniałeś-wszyscy byliśmy jednakowi dla Ciebie,
każdego traktowałeś z takim samym szacunkiem, pomogłeś każdemu, który
potrzebował pomocy. Niejednokrotnie wyciągałeś nas z chuligańskich wybryków,
szkolnych problemów czy domowych tarapatów. Każdy z nas miał jakiś problem,
który w tamtym czasie wydawał się nie do pokonania, a dzięki Tobie trenerze stawał
się zapomnieniem dnia wczorajszego. Twoje serce zawsze było otwarte na oścież
dla wszystkich z nas. Byłeś dla nas ojcem, gdy była taka potrzeba-bo potrafiłeś
być srogi, wyrozumiały i opiekuńczy. Byłeś kolegą i przyjacielem- bo zawsze
miałeś dla nas czas, byłeś raz dobrym a raz złym trenerem- bo mimo wszystko
Twoje wskazówki były bezcenne. Niejednokrotnie gniewaliśmy się na Ciebie- a Ty
jakby nigdy nic wyciągałeś swoją pomocną dłoń.

Teraz zostaną jedynie niesamowite wspomnienia po niesamowitym człowieku,
którym dla nas byłeś. Wierzymy jednak, 
że śmierć nie jest definitywnym końcem, że tam gdzie znajdzie się Twoja dusza
będziesz miał tak dobrze jak wśród ludzi pośród, których żyłeś i ich ceniłeś,
nie potrafiąc dostrzec jak wiele dla nich znaczysz i jaką wielką pustkę
pozostawiłeś w ich sercach po sobie.

Na zawsze w naszej pamięci…